Opóźnione problemy z zachowaniem, takie jak obrona zasobów czy reaktywność na gości, pojawiają się po tzw. miesiącu miodowym, ponieważ pies poczuł się w końcu bezpiecznie i odzyskał pewność siebie. Spadek poziomu hormonów stresu wyłącza strategię biernego przetrwania, a zwierzę zaczyna aktywnie komunikować swoje granice.
Bardzo często nowi opiekunowie są zachwyceni pierwszymi tygodniami ze swoim czworonogiem. Zwierzę wydaje się oazą spokoju, nie szczeka, nie niszczy i omija konflikty szerokim łukiem. Zjawisko to, nazywane w środowisku kynologicznym "zahamowaniem behawioralnym", jest jednak stanem złudnym. Z punktu widzenia etologii, pies w nowym i nieprzewidywalnym środowisku stara się nie wychylać, minimalizując ryzyko odrzucenia. To strategia "niewidzialności".
Koniec złudzeń, początek szczerości
Gdy po kilku tygodniach lub miesiącach rutyna domowa staje się przewidywalna, poziom kortyzolu (hormonu stresu) drastycznie spada. Zablokowany wcześniej układ nerwowy wraca do normalnego funkcjonowania. Wtedy pies zdaje sobie sprawę, że to miejsce to jego dom, a zabawki i pełna miska należą do niego. W efekcie zaczyna zachowywać się swobodniej i – co dla opiekunów bywa szokujące – zaczyna strzec swoich cennych zasobów.
Obrona zasobów to nie złośliwość
Zjawiska takie jak warczenie przy misce czy niechęć do oddania znalezionego na spacerze patyka często uaktywniają się z opóźnionym zapłonem. Dla psa z przeszłością, który doświadczył głodu lub silnej rywalizacji, jedzenie to wartość najwyższa. Uruchomienie ewolucyjnego programu obrony zdobytych dóbr świadczy o tym, że zwierzę zaczyna odzyskiwać poczucie sprawczości w środowisku, które uznało za własne.
Pojawienie się takich trudności nie oznacza regresu w wychowaniu ani błędu opiekuna. Przeciwnie – to fizjologiczny dowód na to, że pies czuje się u siebie. To właściwy moment, aby we współpracy z behawiorystą wdrożyć odpowiednie ćwiczenia oparte na budowaniu zaufania, a nie konfrontacji.