Pies autentycznie przejmuje stany lękowe i depresyjne od opiekuna, ponieważ jego mózg oraz nadzwyczajny zmysł węchu są ewolucyjnie i chemicznie zaprogramowane do odczytywania ludzkich hormonów stresu w czasie rzeczywistym. Długotrwałe funkcjonowanie w środowisku nasyconym tak wyczuwalnym ludzkim napięciem prowadzi do przeciążenia własnych układów regulacyjnych czworonoga i fizycznego objawienia się chorób psychosomatycznych.
Wielu opiekunów pragnie wierzyć, że ich pies po prostu "wie", kiedy mają gorszy dzień i wykazuje współczucie. W ujęciu naukowym mamy tutaj jednak do czynienia z potężnym i niebezpiecznym sprzężeniem zwrotnym znanym jako zjawisko zarażania emocjonalnego (emotional contagion).
Węch, który nie pozwala na odpoczynek
Ludzkie ciało w obliczu depresji i stanów lękowych emituje specyficzne lotne związki organiczne (VOC). Pies poprzez swój perfekcyjny zmysł węchu jest nieustannie bombardowany tym chemicznym komunikatem ostrzegawczym. Co więcej, nasz organizm produkuje wysoki poziom kortyzolu, który – jak wykazują nowoczesne pomiary kortyzolu w sierści psów oraz ludzi żyjących pod jednym dachem – synchronizuje się. Jeśli człowiek ma obciążające miesiące, podwyższony, groźny dla zdrowia neurohormon pojawia się symetrycznie u towarzyszącego psa.
Oś jelitowo-mózgowa a zachowanie psa
Przewlekły stres obezwładnia układ nerwowy zwierzaka, rzutując błyskawicznie na resztę ciała. Cierpiący pies traci apetyt, a jego próg tolerancji drastycznie maleje. Bardzo częstą konsekwencją jest zapalenie okrężnicy na tle stresowym i ostre biegunki, ponieważ zdestabilizowana mikrobiota bezpośrednio zaburza wchłanianie. Wybawieniem z opresji i doskonałym środkiem zaradczym jest zapewnienie zwierzakowi tak zwanych spacerów dekompresyjnych na lince na terenach o minimalnym zagrożeniu i przebodźcowaniu. Skuteczne jest wyłącznie wyjście poza atmosferę stresu mieszkaniowego i wyciszająca, swobodna aktywność olfaktoryczna i eksploracyjna.