Zabawa Saluki to w rzeczywistości próba generalna polowania, polegająca na bieganiu równoległym i podszczypywaniu, co w dynamicznym kontakcie z mniejszymi psami może w mgnieniu oka przerodzić się w niebezpieczny dryf popędowy (predatory drift).
Dla behawiorysty obserwacja bawiących się chartów to absolutnie fascynujący spektakl taktyczny. Saluki, ze względu na delikatną konstrukcję szkieletu i ekstremalnie cienką skórę, świadomie unikają brutalnych zapasów w stylu "klatka w klatkę", które tak bardzo kochają buldogi czy retrievery. Zamiast tego preferują wysokoenergetyczny pościg asymetryczny: oskrzydlają partnera, biegają ramię w ramię z chirurgiczną precyzją, stosują uderzenia barkiem (body checking) i zrytualizowane podszczypywanie w słabiznę. Mają one uderzać i destabilizować imitowaną ofiarę w pełnym pędzie.
Wszystko to stanowi piękny, bezpieczny taniec natury, dopóki w zabawie uczestniczą charty o zbliżonej motoryce. Prawdziwe zagrożenie dla dobrostanu materializuje się na gęsto zaludnionych miejskich wybiegach dla psów. Wpuszczenie zmotywowanego Saluki pomiędzy małe, puchate rasy tworzy mieszankę wybuchową. Gdy maltańczyk czy yorkshire terrier potknie się podczas gonitwy, wyda z siebie pisk i zacznie desperacko uciekać, zachowanie to stanowi dla charta silny "bodziec ponadnormatywny".
W tym krytycznym ułamku sekundy następuje potężne spięcie w układzie nerwowym Saluki. Zjawisko to, fachowo nazywane dryfem popędowym (predatory drift), bezlitośnie odcina wszelkie mechanizmy zabawy i samohandicapingu. Pies "wypada" z zachowań społecznych, a włącza cichy, morderczy skrypt łowiecki. Skutki fizycznego uderzenia przy prędkości ponad 50 km/h są dla małego zwierzęcia tragiczne. Opiekun Saluki musi być mistrzem proaktywności, selekcjonującym partnerów do interakcji oraz znającym mikrosygnały świadczące o narastającej fiksacji, aby odwołać psa z zabawy na długo przed eskalacją napięcia.